[A] WZMACNIACZ GITAROWY - krótki przewodnik.

- tego nie dowiesz się z telewizji!
Awatar użytkownika
Rearus
Miś malinowy
Posty: 575
Rejestracja: 12 sierpnia 2008, 12:01 - wt

[A] WZMACNIACZ GITAROWY - krótki przewodnik.

Postautor: Rearus » 02 lutego 2009, 23:09 - pn

SPIS TREŚCI
1. Wstęp,
2. Rodzaje i konstrukcje wzmacniaczy,
3. Najbardziej znane marki,
4. Polskie manufaktury,
5. Polecane i odradzane produkty.



1. WSTĘP.

Przewodnik ten, jest kierowany do grona początkujących gitarzystów, mających rozterki co do wyboru swojego pierwszego, lub nawet kolejnego wzmacniacza. Postaram się omówić tutaj większość produktów najbardziej znanych producentów w przedziale do ok. 2 tys. zł, wykorzystując do tego swoje doświadczenie, jak i życzliwość innych, którzy chcieli się ze mną podzielić swoimi przeżyciami. Mam nadzieję że wymieniając się poglądami, rozbudowując oraz współtworząc ten poradnik, zrobimy ciekawą pomoc dla najmłodszych stażem w światku gitarowym.


PS. Jeżeli chcesz wiedzieć jaki piec wybrać aby uzyskać brzmienie Page’a, Hendrixa czy innego Vaia to najlepiej zamknij ten poradnik, bo żeby chociaż troszkę się zbliżyć do nich, musiałbyś wydać na sprzęt dziesiątki tysięcy złotych, a i tak nie osiągnąłbyś zamierzonego celu z powodu jednej małej drobnostki. Ich palców, nie skopiujesz ;-).



2. RODZAJE I KONSTRUKCJE WZMACNIACZY.


Szeroko pojęte „wzmaki”, dzielimy na:

COMBA – potocznie nazywane piecykami, są wyposażone najczęściej w jeden lub dwa głośniki gitarowe i oprócz podłączenia ich do sieci nie potrzebujemy niczego więcej aby na nich grać.

HEADY
- (ang. głowy) czyli konstrukcje bez uwzględnienia jakichkolwiek głośników, aby na nich grać potrzebna jest kolumna gitarowa (potocznie zwana paczką) o odpowiedniej oporności, oraz uzależnionej od niej mocy.


Zalety i wady, obydwu możliwości.


Pierwsza opcja jest na pewno wygodniejsza, ale nieco ogranicza seryjnym wyposażeniem. Jednak aktualnie większość comb posiada wyjście na kolumny. Dodatkowo kupowanie małych wzmacniaczy do ćwiczeń w domu, mimo wszystko trochę mija się z celem, lepiej zaoszczędzić jednak te 300 zł na coś większego. Przemęczyć się grając na sucho lub na komputerze, aby móc pograć w domu i zagrać próbę czy mały koncert na czymś porządniejszym, a przy okazji mocniejszym. Z piecykiem poniżej 50 W nie ma co pchać się na próby (wyjątkiem jest wzmacniacz lampowy, który lepiej się przebija ze swoim pasmem), bo zostaniemy zwyczajnie zagłuszeni przez perkusistę. Jest to jakaś opcja w wypadku braku garowego i graniu na same gitary, jednak nie polecam. Lepiej mieć zapas mocy. No i co to za gra bez garów ;-)?


Druga opcja pozwala na większą modyfikację brzmienia, oraz dynamikę, z uwagi na możliwość podłączenia nawet do kilku paczek pasujących do naszych upodobań brzmieniowych, bez żadnego narzucenia co do głośników od strony producenta (tylko i wyłącznie moc względem odpowiedniej oporności). Aczkolwiek kupowanie takiego sprzętu tylko i wyłącznie do gry w domu, raczej sensu większego nie ma. Poza tym, jest to odpowiednio droższe względem piecyków.


Głośniki, kolumny etc.


Mianowicie, im większy głośnik (analogicznie, im ich więcej) tym lepsza dynamika i jakość dźwięku, który możemy wydobyć ze wzmacniacza. Należy jednak pamiętać o tym, żeby głośniki były przystosowane do pasma gitarowego, jeśli będzie inaczej to będą zwyczajnie pierdzieć, buczeć, szumieć, siarczyć, a najpewniej po jakimś czasie eksploatacji, po prostu się spalą i zniszczą ;-). Warto na to zwracać uwagę przy wyborze swojego upragnionego sprzętu (szczególnie przy kupowaniu na serwisach aukcyjnych), gdyż dobry głośnik prawie zawsze potrafi zdziałać cuda (świetnym przykładem może być tu Marshall MG ;-) ). Jest wielu producentów głośników, jednak najbardziej cenionymi są raczej Celestion i Eminence. Kolumny gitarowe są najczęściej spotykane z jednym głośnikiem 12 calowym, dwoma lub czterema (tzw. 112 lub 1x12, 212/2x12, 412/4x12)


Konstrukcje:

TRANZYSTOROWE – urządzenia, których przedwzmacniacz oraz końcówka mocy, opiera się wyłącznie na tranzystorach. Najczęściej spotykane w niższych półkach cenowych, wraz ze wzrostem głośności, ich brzmienie pozostaje raczej takie samo przez cały czas, nie ulegając większym zmianom.


HYBRYDOWE
– konstrukcje bardzo podobne do w/w, z tą różnicą że posiadają kilka lamp, najczęściej na preampie. Zamierzeniem było poprawienie dynamiki tranzystorów, jednak większość gitarzystów przyznaje że nie słyszy większej, lub w ogóle różnicy w brzmieniu i zachowaniu obydwu konstrukcji.


LAMPOWE – wzmacniacze opierające się wyłącznie na lampach elektronowych, „lampy” są najczęściej stawiane przez gitarzystów na najwyższej półce w hierarchii brzmieniowej, ze względu na łagodniejszy sposób nasycenia i przesterowania niż tranzystory, no i wraz z podkręcaniem głośności dźwięk się bardziej przesterowuje. Jednak porządny wzmacniacz lampowy kosztuje też swoje ;-).


CYFROWE – ostatnio coraz bardziej popularne piecyki, posiadające procesor symulacji, kilku wybranych przez producenta wzmaków z wyższej półki. Ten typ jest chyba najbardziej zróżnicowany pod względem jakości brzmienia, można trafić na prawdziwe „plastiki”, jak i na porządne wzmacniacze, często warte uwagi. Wesołym smaczkiem dla konserwatystów gitarowych nie uznających cyfr jest to że mimo tego że twój ulubiony zespół wychodzi na scenę z kilkoma pełnymi stackami (tj. head + 2 kolumny 4x12) Marshalla, Mesy czy czegokolwiek innego, w studiu najpewniej nagrywa za pomocą cyfry ;-).



UWAGA! Tak naprawdę, nie ma ani lepszych, ani gorszych konstrukcji, wszystko zależy od naszych gustów i upodobań. Także apeluje szczególnie do początkujących, aby starali się ogrywać sprzęt przed zakupem, tak aby później nie było płaczu i zgrzytu zębami. To, że na forum ktoś coś napisał, nie znaczy że musi się tak być naprawdę i jego słowo nie jest święte, aczkolwiek najpewniej chciał dobrze.



3. NAJBARDZIEJ ZNANE MARKI.

Wymieniłem poniżej najczęściej spotykane koncerny produkujące wzmacniacze w przedziale cenowym wspomnianym we wstępie (do 2 tys. zł), w miarę możliwości dopisałem czego można spodziewać się po danych markach i ich produktach.


BEHRINGER (VEL. BUGERA)
Niemiecka firma wykonująca pod swoim logiem wzmacniacze najczęściej wyposażone w procesory efektów i symulacji. Niestety, mimo kuszącej ceny, z reguły ich jakość ma się nijak względem czasem minimalnie droższych produktów innych koncernów. O ile brzmienie często jest do zniesienia, wykonanie pozostawia wiele do życzenia, plastyk fantastyk. Od jakiegoś czasu, Behringer pod szyldem Bugera robi kopie bardziej znanych wzmacniaczy, niestety potwierdza się wymieniona wcześniej teza o plastyku. Panuje zasada: widzisz napis Behringer – myślisz „nie”.

+ pojedyncze modele Bugery,

- wykonanie i użyte do niego podzespoły…



CRATE
Solidnie i raczej dobrze brzmiące wzmacniacze do rockowego grania, bez skrajności w nastawieniu na gatunek. Imho nie nadające się zbyt specjalnie do grania sieki, bardziej spokojniejsze klimaty z przewagą dobrego czystego i crunchu.

+ model FW15 wyposażony w 12 calowy głośnik (dziwota w „pierdziawkach”), tanie i porządne proste lampiaki, czysty,

- brak szatana (kwestia osobistych preferencji), podobno do FW nie ma dodawanej sieciówki (chociaż to w sumie nic strasznego :P),


EPIPHONE
Przyzwoite, z reguły lampowe wzmacniacze (dodawane są też wątpliwej jakości pierdziawki do jakiś tam zestawów od Epi) o ciepłym, klasycznym brzmieniu, w przystępnej cenie. (Niektóre modele trochę okrojone)

+ tanie i przyzwoite lampy , dla ludzi kochających starą muzykę, naturalny crunch i ciepłe czyste brzmienie,

- myślę że większości może brakować tych paru gałek i przesteru w najniższym modelu lampy, ale z drugiej strony to combo do ćwiczeń domowych,



FENDER
Piękny kanał czysty no i overdrive nie należący do najmocniejszych. Bardzo fajne produkty dla ludzi nie mających zamiaru grać niczego cięższego od bluesa. Raczej klasyka brzmieniowa. W niektórych modelach występuje siarczan (VI) potasu po przekręceniu gainu na przesterze dalej niż na połowę (vide Frontman).

+ czysty jak marzenie,

- przester Frontmana…



HARTKE
Niska cena, no i taka sama jakość. Sprzęt, który ma ładnie wyglądać, no i chyba raczej nic poza tym. Brzmieniem nic specjalnego nie reprezentuje.

+ ?

- drogie troszkę jak na coś co ma bardziej wyglądać niż grać,



HIWATT
Ładny, mocny czysty i fuzzowaty przester, raczej do lekkiego grania.


+ czysty, raczej cena,

- jak potrzeba dizorsziona, to bez kostki jakiejś może być ciężko,



HUGHES & KETTNER
Świetne głośniki przenoszą brzmienie w całej okazałości. Ładny czysty i bardzo gęsty, mięsisty kanał przesterowany, jednak nie zawsze nadający się do hajgejnu. Aczkolwiek są modele H&K specjalnie do tego przeznaczone ;). Bardzo solidna firma.

+ całokształt,

- dostępność, czasem cena (ale i tak raczej warto ;) ),



IBANEZ
Tej firmy trudno nie znać, ale raczej od strony gitarowej. Wzmacniacze pod tym szyldem mają nowoczesne, raczej higainowe brzmienie, znośny czysty i agresywny przester z dużą ilością góry.

+ coś dla czcicieli szatana, całkiem niezła uniwersalność jak się umie kręcić gałami,

- dostępność w Polsce, brak dołączanego footswitcha do modelu TBX, zapowiadany wzrost ceny…



KUSTOM
Solidne, neutralne piecyki z dobrymi głośnikami, nie można powiedzieć raczej złego słowa na Kustomy, jednak w moim odczuciu mimo tego że to bardzo dobry sprzęt, nie mają tego czegoś co sprawia że po paru minutach gry masz potrzebę pozbycia się paru zbędnych groszy z portfela.

+ całokształt,

- brak, ale nie każdemu pasują,



LANEY
Tańsze i raczej nie specjalne wzmaki. Nie spotkałem jeszcze żadnego, który by mi się naprawdę spodobał, a przy okazji zauważyłem pewną zależność – tylko jeden kanał w Laneyu może być dobry, jeśli tak jest, to drugi z pewnością nie będzie najwyższych lotów ;-).

+ cena,

- wykonanie i raczej brzmienie,


LINE6
Cyfrowe produkty, o milionie zwolenników i co najmniej takiej samej liczbie przeciwników. Z reguły posiadają kilka symulowanych kanałów, jakieś presety z rzekomo ustawionymi brzmieniami zespołów, no i kilkanaście/kilkadziesiąt efektów. Wiele osób mówi że od tańszych produktów Line6 czuć „plastykowe” brzmienie.

+ dużo opcji do zabawy,

- podobno w Spiderze brakuje trochę środka, przez co ciężko się przebić w zespole,



MARSHALL

Chyba nie ma osoby, która by nie słyszała o tej firmie. Koncern, jak i samo brzmienie – legenda. Niestety angielska firma raczy nas bardzo nieciekawymi produktami w niskiej półce cenowej. Same wzmacniacze są okej, ale głośniki są masakryczne. Po prostu pierdzą na kanałach celowo zniekształcanych. Po podłączeniu lepszego głośnika stają się dość ciekawą propozycją, ale kupowanie comba raczej minie się z celem, no chyba że kupujemy piec dla samego czystego i ew. crunchu. (Chociaż jeżeli o czysty chodzi to też znajdą się lepsze propozycję)

+ samym wzmacniaczom nie ma nic do zarzucenia, jeśli ktoś lubi Marshalla,

- głośnik zakładane w combach (przynajmniej nowszych tj. stara seria MG, bo nie wiem jak z nową, no i nowe Valvestate’y),


ORANGE
Podobnie jak w HiWacie, ładny czysty i pierd na overdrivie. Najtańsze modele co najwyżej do grania bluesa. Chociaż sama firma legendarna.


+ kolor (:P), kanał czysty,

- cena, overdrive,



PEAVEY
Bardzo różne wzmacniacze, jedne modele lepsze, inne gorsze. Tak samo ma się rozstaw brzmień. W swojej ofercie mają wzmacniacze do lekkiego grania, jak i do czegoś naprawdę ciężkiego. Mają też imho bubel - Valvekinga, na którego imho naprawdę warto uważać, bo mimo że to lampowy wzmacniacz i bardzo kusi, to walorów prawdziwej lampy ma w sobie nie wiele.


+ solidność, praktycznie na żadnym piecyku nie można zawieść swoich oczekiwań,

- prócz Valvekinga…



RANDALL
Raczej typowe higainy. Przester imho bardzo fajny, czysty jak gitara wpięta do line in w kompie. Unikałbym serii RX ze względu na głośniki, przez które całość brzmi raczej miernie (albo nie ma wcale dołu, albo przebasowuje – przy kręceniu EQ) , RG jest wyposażona w Celestiony Seventy 80, więc to zupełnie inna rozmowa.

+ przester, głośniki w serii RG,

- czysty, seria RX, domniemana awaryjność, no i cena (dużo taniej można trafić na allegro, w różnicach nawet kilkuset złotych wobec sklepów),



ROLAND
Wszystko porządne, z uwzględnieniem czystego (chociażby Jazz Chorus, no i wykorzystywanie jego symulacji w małych Cube’ach). Cyfry lub tranzystory (zależnie od modelu) brzmiące jak dla mnie bardzo ciekawie, no i są raczej solidne.

+ czysty, efekty,

- właściwie, to brak?



VOX
Bardzo uniwersalne wzmacniacze. Szczególnie starsze egzemplarze, nowsze nastawione są raczej na higain, jednak wszystkie łączy jedno – piękny kanał czysty. Mimo względnego zaspokojenia potrzeb większości gitarzystów, nie do wszystkich przemawiają. Efekty wbudowane nie są jakieś specjalnie fajne, ani też całkiem do bani , po prostu do zabawy.

+ czysty, symulacje, ogólnie – całokształt,

- jakość efektów to rzecz sporna,



4. POLSKIE MANUFAKTURY.
Wbrew pozorom, Polska nie jest wcale taka kulawa pod względem sprzętu gitarowego. Jest kilka manufaktur, którymi warto się zainteresować, jednak nie zawsze można trafić na coś nowego w niskim pułapie cenowym. Warto pilnować Allegro i innych serwisów aukcyjnych w celu wypatrywania okazji. Czasami można wyrwać dobry, polski wzmacniacz w przyzwoitej cenie, często dużo lepszy niż wypusty zachodnich konkurentów. Właściwie spotkałem się jeszcze z dobrymi seryjnymi producentami polskich wzmacniaczy, prócz LDM’a. Niestety wspomniana firma już zawiesiła działalność w zakresie sprzętu gitarowego, ale wciąż na serwisach aukcyjnych można przycelować w wachlarz, bardzo często mocnych wzmacniaczy, które (dziwota!) nie są złe i można je kupić w cenie nowych pierdziawek. Ale w wypadku potrzeby porządnego przesteru, wymaga jakiegoś dopalacza lub osobnego dizorsziona, fuzza czy co tam kto chce. Reszta firm raczej robi sprzęt na zamówienie. Warto wspomnieć że mimo lepszej jakości zdarzają się czasem problemy z serwisowaniem , stwarzane przez samych twórców. Ponadto, prawda jest taka że dużo ciężej sprzedać urządzenie spod dłoni kogoś tworzącego na własną rękę, niż z taśmy produkcyjnej gdzie stoi kilku chińczyków i nadzoruje wszystko za miskę ryżu, a do kosztów produkcji dorzuca się co najmniej 100 % przebicia – za napis ;-).


Solidni i warci uwagi są na pewno:
MG - http://www.mgamp.com/
Bash - http://www.bashamps.com/
Laboga - http://www.labogaamps.com/
Grunthell - http://www.guitaramps.republika.pl/
Vempire - http://www.vempire-amps.com/
Kisel - http://www.kisel-amps.com



5. POLECANE I ODRADZANE PRODUKTY.

Zrobiłem także spis szczególnie polecanych wzmacniaczy dostępnych w sklepach i dość często na serwisach aukcyjnych, nie robię przedziałów cenowych, bo jeden wzmacniacz powtarza się potem nawet po 5 razy różniąc się tylko mocą albo jakimś smaczkiem. Wszystkie wzmacniacze do ok. 2 tys. zł.


PS. Poza tym polecam przeszukiwanie Allegro w celu szukania używanych wzmacniaczy, można kupić w dobrym stanie dużo taniej.

POLECANE

COMBA:


CRATE – FlexWave 15R i wzwyż, cała seria V,
EPIPHONE - Valve Junior,
HUGHES AND KETTNER – Edition Blue, na allegro Attax, Matrix, Warp,
IBANEZ – TBX, MiMX
KUSTOM – praktycznie wszystko ;-),
LINE 6 – Flextone,
MARSHALL – stary Valvestate, najlepiej 8080 (ale i tak zależnie od gustu), czasem da się ustrzelić JCM’a jakiegoś za nie wiele więcej niż 2 tys. na allegro ;-),
PEAVEY - Solo, Bandit, Studio Pro,
RANDALL - Seria RG i RG TC,
ROLAND – Seria Cube i Jazz Chorus na allegro czasem,
VOX – Seria AD VT i AD VT XL


HEADY:

CRATE – Seria V,
EPIPHONE – SoCal,
HUGHES AND KETTNER – Matrix, Warp,
IBANEZ - TBX, MiMX
MARSHALL – MG ;-) Przy dobrej paczce, na pewno nie dedykowanej, wszystko to co w Combach
RANDALL – RH 100, RH50 TC

ODRADZANE

I tutaj sprawa jest prostsza, gdyż unikamy wszelkiej maści Sounderów, (n)Ever Playów, Soundkingów itd. Najlepiej też byłoby trzymać się z dala Behringera i uważać na Laneye, ale to już wedle uznania ;-).


Słowem zakończenia
Mam nadzieję że ten przewodnik komukolwiek pomoże wystrzec się kupowania bubli, a jednocześnie ułatwi z trafieniem w odpowiedni sprzęt dla siebie. Bo przecież przyjemniej kiedy każdy wie czego chce, a po zakupie nie zgrzyta zębami.

POWO!

Rearus

komentarze: viewtopic.php?f=43&t=780



PRACA WYGRAŁA KONKURS NA NASZYM FORUM NA NAJLEPSZY ARTYKUŁ GITAROWY - GRATULACJE!!!!
"Czekanie całe życie aż nadejdzie mesjasz aby zbawić świat to jak czekanie na właściwy klocek w Tetrisie. Nawet jeśli w końcu się pojawi, do tego czasu nazbierałeś już taki stos gówna, że i tak masz przejebane cokolwiek byś zrobił.."

Awatar użytkownika
ksantyp
Redaktor
Posty: 4512
Rejestracja: 12 sierpnia 2008, 11:34 - wt

Re: [A] WZMACNIACZ GITAROWY - krótki przewodnik.

Postautor: ksantyp » 25 czerwca 2011, 21:32 - sob

Wzmacniacz gitarowy... czyli troszkę moich słów w uzupełnieniu Rearusa :)

Wzmacniacz gitarowy... zwany także piecem, wzmakiem, ampem od angielskiego amplifier.

Właściwie to jest tak, że gitara elektryczna sama w sobie nie jest instrumentem. Dopiero po podłączeniu do wzmacniacza staje sie pełnoprawnym członkiem orkiestry.

Pomyślcie, co zabrzmi lepiej... chińska podróba Stratocastera z oferty Allegro na Matchlessie D/c 30 combo, czy Customowy Fender USA na piecyku Soundera? Myślę, że odpowiedź jest jasna, lepiej wyda się zabrzmieć chiński Strat, wszytkie mankamenty i zalety gitary zostaną uwypuklone tak samo jak umiejętności gitarzysty... konkretna różnica będzie jak weźmiemy tego amerykańskiego Fendera i podłączymy do Matchlessa... nie będzie różnicy na małym Sounderku... Wzmacniacz gitarowy to takie pudło rezonansowe, porównując do instrumentów akustycznych... nie możemy mówić o brzmieniu elektryka bez piecyka.

Wzmak gitarowy to bardzo specyficzna konstrukcja, o ile w sprzęcie audio chodzi nam jednak o jak najczystszy dźwięk we wzmakach pożądany jest przester... ale o tym później.
Głośnik wzmacniacza gitarowego jest także specyficzny.
Głośniki gitarowe to specjalna podgrupa głośników, są stosowane tylko w kolumnach gitarowych. W przeciwieństwie do głośników stosowanych do nagłaśniania koncertów, audio, TV czy Radia w domu ich walory brzmieniowe mają inne właściwości. Zwykłe głośniki stosowane muszą być jak najbardziej płaskie i neutralne w dynamice. Głośniki gitarowe są cięte na 5000Hz, nie są to po prostu głośniki szerokopasmowe, a charakterystyczne brzmienie gitary elektrycznej na przesterze jest właśnie zasługą tego ograniczenia.

Pierwsze gitary elektryczne, jeszcze przed WW2, były sprzedawane w zestawach gitara+piecyk, tak jak teraz zestawiki dla początkujących. Wtedy były to malutkie lampowe konstrukcje wykorzystujące często owalne głośniki. Przodownikami byli tutaj Gibson i Rickenbacker, po wojnie dołączył również Fender, były to konstrukcje oparte na ówczesnych systemach radiowych i daleko im do tego co znamy teraz.

Wspomniany Leo Fender zaczął produkować wzmaki w 1945 roku pod marką K&F, wraz ze swoim partnerem Doc Kaufmanem. Wzmacniacz nie miał żadnych gałek i jego obsługa opierała się na gałeczkach gitarki... jakie to proste i piękne zarazem... na rynku pojawia się Stratocaster i to właśnie jego elektronika odpowiada za brzmienie piecyka. W 1947 Fender wypuszcza Model 26, pierwszy piecyk pod marką Fender, dostępny w opcji z trzema głośnikami do wyboru.
Gitara elektryczna coraz bardziej staje się popularna w latach '50, zatem gitarzyści - znani z tego już wtedy - domagali się większej głośności i kreatywności od swoich ampów. Odpowiedzią Fendera była pierwsza seria TWEED - wzmacniacze o rozbudowanej konstrukcji, z korekcją barwy, od 3,5 do 80 wat mocy... więc było w czym wybierać.

W 1956 roku angielska firma VOX wypuściła swój pierwszy piec, rock 'n roll zawitał na Wyspy. Konstrukcja to znana Klasa A, kiedy wszystkie wzmaki dotychczas produkowane były jednak Klasą B, piecyk miał 15 watów i wkrótce zawojował angielski rynek gitarowy... Vox wypuścił jeszcze wersje AC30, AC50 i AC100, odpowiednio dla mocy i model AC30 TB, z dodatkową lampką aby móc uzyskać większy przester.

Na początku lat '60 Fender dodaje do swoich piecy reverb sprężynowy i zmienia design z Tweedowego na Blackface... gałki idą do przodu, a kolorki zmieniają się na czarno/srebrne zestawienie. W 1965 Fender sprzedał swoją firmę koncernowi CBS, który postanowił zmienić brzmienie piecyków na bardziej czyste, Leo prorokował, ze to nic dobrego nie da i tak się stało, seria Silverface nie zyskała uznania gitarzystów i CBS tracąc reputacje powrócił do starszych schematów. Oczywiście od tego czasu upłynęło sporo wody w Missisipi, Fender ma swojej ofercie proste konstrukcje tranzystorowe dla amatorów jak i repliki swoich najlepszych wzmaków. Produkcja przeniosła się do Meksyku i krajów azjatyckich. Tak zresztą stało się ze wszystkimi wielkimi produkcjami - Marshall, Vox, HiWatt - najtańsze modele to produkcje fabryk z ChRL czy Indii.

W tym samym czasie co Fender rozpoczyna zabawy z Reverbem - pewien perkusista, będący także właścicielem sklepu muzycznego w Londynie, zaczął produkować dla swoich przyjaciół piecyki. Na początku były to kopie Tweedów, jednak wstawione w >>główkę<< i sprzedawane z osobnymi zestawami głośników... tak powstały Stacki... na początku były to głównie konstrukcje 812, jednak na prośbę technicznych Hendrixa, Marshall wprowadził standard 412. Taki zestaw mimo korelacji z Fenderem, brzmiał zupełnie inaczej i wkrótce zyskał sobie popularność wśród gitarzystów i basistów... tak powstał JTM 45... na przestrzeni lat zmodyfikowany przez Marshalla do wersji znanej jako Plexi, wykorzystującej inne lampy niż Fender.

W latach '70 rządziła jednak ta sama tendencja co i teraz czyli - więcej gainu LOL. Amerykańska firma Mesa/Boogie postanawia rozgrzebać od nowa wzmak Fendera i na jego podstawie zrobić piecyk o większym distortion.
Marshall wprowadził wtedy Master Volume, aby móc uzyskać konkretny drajwik nawet na niskich głośnościach... do Heavy Metalu już blisko :) Później pojawią się słynne konstrukcje JCM 900 i 2000, pełne lejącego się Marshallowskeigo przesteru.

Pogoń za większym Gainem nie skończyła się na Mesie. Na świecie co rusz pojawiają się nowi producenci piecy... na przestrzeni dziejów uznanie zyskały takie marki jak Soldano, VHT, Rivera czy Budda. Wszyscy słyszeli o Niemieckich Hughes&Kettner, Engl, wzmacniaczach Koch, Crank, Randall, czy nawet Ibanez i Epiphone... rynek jest wielki i wybór jest wielki, firmy takie jak WKZ, Matamp, Dr Z, divided by 13, THD, trainwreck, Bad Cat i oczywiście potentaci jak Marshall, Fender - wszyscy oni próbują dorównać zapotrzebowaniu na gain. To nie wszystko jednak, gitarzyści szukają także starszych soundów, kopii wzmacniaczy sprzed lat... te firmy tez to oferują. paleta jest szeroka a wybór dobrego pieca to taki sam problem, jeśli nie większy niż sam zakup gitary :)

Muzycy tworzą swoje sygnatury, dla fanów ich brzmienia i fanów dobrego brzmienia... słynne 5150, Carvin Legacy, sygnatury Marshalla między innymi dla Zakka, Slasha (ostatnio słynne już AFD), Lemmiego.
Oczywiście to nie wszystko i świat wzmacniaczy nie kończy się na wielkich i super wypasionych piecach. Gro gitarzystów ma po domach małe piecyki lampowe bądź częściej tranzystorowe, takie wzmacniacze do ćwiczeń to chyba jednak najbardziej pojemna pólka sprzętowa w kwestii nagłaśniania wiosełka. Wśród morza badziewia zawsze znajdują się perełki, ostatnio firma Vox przoduje w produkcji małych piecyków do domu, ale Marshall i cyfrowy Line 6 całkiem nieźle sobie radzą w tej kwestii.

Generalnie, jak pewnie wiecie, bo wspomniano o tym w pierwszym artykule... są 4 kategorie piecyków Lampowe, Tranzystorowe, Cyfrowe i Hybrydowe.

Piece lampowe to najlepsze i najbardziej uznane wśród gitarulków konstrukcje. ich budowa opiera sie na lampach elektronowych, zarówno przedwzmacniacz jak i końcówka mocy oparta jest na lampach. Brzmienie jest ciepłe, dynamiczne i właściwie wszystkie zawodowe konstrukcje i wszyscy zawodowi gitarzyści grają na lampowych konstrukcjach. To brzmienie jest uważane za kwintesencję gitarowego soundu, a wzmacniacz lampowy uwypukla wszystkie niuanse jakie wysyła gitara.

Wzmacniacze tranzystorowe oparte są na tej samej technologi co wzmacniacze w telewizorach, sprzęcie audio, radiu samochodowym - łatwej i taniej w produkcji a zarazem wytrzymałej i nie będącej tak kapryśną jak lampiaki... jednak wytrzymałość kosztuje brzmienie... jakoś tak jest wśród gitarzystów fetyszystów, że wolą grać na lampie niż na tranzystorze. Wyjątkiem był DIMEBAG, grający na tranzystorowych Randallach. Wzmacniacze tranzystorowe opierają swą konstrukcję na tranzystorach, nie ma w nich żarzącej się lampy... pierwsze konstrukcje nie zyskały od razu akceptacji, jednak jest kilka ciekawych konstrukcji z Rolandem JC 120 na czele. Wzmacniacze tranzystorowe zyskały przychylność młodszych gitarzystów, głównie ze względu na ceny w jakich takie graciki operują. Rynek piecyków dla początkujących zdominowany jest obecnie przez szeroki asortyment piecy różnej maści i o różnym brzmieniu. Często chwalone konstrukcje to Randall, Peavey, Ibanez, nawet Fender ma swoich zwolenników.

Wzmaki hybrydowe to połączenie konstrukcji lampowej z tranzystorową. Zazwyczaj preamp w takim piecu opiera się na jednej lub dwóch ECC83, a końcówka mocy to tranzystorek... Jednak Peavey kiedyś wypuścił piec o odwrotnej konstrukcji... A na przykład Randall stosuje lampy także w innych celach niż preamp, aby uzyskać swoje brzmienie. Konstrukcje hybrydowe cały czas pozostają w zakresie zainteresowania mniej profesjonalnych muzyków, a niektóre nawet ciekawie brzmią... Słynne Marshalle Valvestate, czy nawet polskie konstrukcje LDM VGA 160 to bardzo dobre przykłady udanych konstrukcji hybrydowych.

Piece cyfrowe to ostatni strzał - konstrukcje symulują brzmienia starych piecy oraz najnowszych konstrukcji, wszystko mamy w jednym kawałku, często z wbudowanymi efektami. Jednym z pierwszych był piecyk digitecha sygnowany marką Johnson, obecnie prym wiedzie firma Line6 -- będąca liderem rynku i wyznaczająca nowe standardy.

Wszystkie wzmacniacze gitarowe są konstrukcjami jedno lub wielokanałowymi. W przypadku tych pierwszych mamy do czynienia z prostym układem i właściwie z samego piecyka możemy uzyskać tylko jedno brzmienie w czasie rzeczywistym - aby uzyskać większego kopa należy wzmak dopalić lub zastosować osobny przester - to już w zależności od preferencji grającego. Dlatego producenci mają w ofercie wiele konstrukcji dwu- lub nawet trzy-kanałowych... Oczywiście można i więcej... Z reguły kanał pierwszy jest czysty, a kolejne to kanały przesterowane... w przypadku konstrukcji 3-kanałowych mamy do wyboru opcje Crunch i Hi Gain - różniąca się nasyceniem i charakterem przesteru. Mając kilka kanałów wybieramy sobie brzmienia dla każdego z nich i za pomaca footswitcha przełączamy uzyskując szeroką paletę brzmień od cleanów do hajgejnów.

Jak pisałem wzmacniacz to druga część naszego instrumentu - czyniąca gitarę elektryczną taką jaką ją znamy. Chciałem pobieżnie dopisać kilka slów do artykułu Reara. Kilka rzeczy powtórzyłem, kilka dodałem, mam nadzieję, że razem rozjaśniliśmy wiele sytuacji.
DOBRE WIOSŁA W JESZCZE LEPSZYCH CENACH.
FOG Shop - zapraszam do sklepu dla Gitarzystów
http://www.fogshop.pl


Wróć do „Artykuły”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość