Nastolatka trzyma gitarę klasyczną, obok na stole higrometr wskazujący 45 procent wilgotności, ściereczka z mikrofibry i otwarty futerał z saszetką nawilżającą

Zima to dla gitary klasycznej pora, w której nic się nie dzieje – a potem nagle dzieje się wszystko naraz. Instrument stoi na statywie tam, gdzie stał przez całą jesień, nikt go nie upuścił, nikt na nim nie usiadł. W marcu okazuje się, że ma pęknięcie wzdłuż spodu.

Nie zawinił transport ani producent. Zawiniło powietrze, którego nikt nie sprawdzał, bo powietrza się nie widzi.


Jak dbać o gitarę klasyczną — krótka odpowiedź

Utrzymuj wilgotność względną w przedziale 45–55 procent i trzymaj instrument z dala od źródeł ciepła. To jedna rzecz, która chroni przed najdroższymi uszkodzeniami. Czyszczenie, olejenie podstrunnicy i polerowanie są przy tym drugorzędne – i przy niektórych wykończeniach potrafią zaszkodzić bardziej niż pomóc.


„Dbać” znaczy tu coś innego, niż myślisz

Kiedy mówimy „dbać o gitarę”, wyobrażamy sobie ściereczkę. Czynność widoczną, wykonywaną rękami, dającą natychmiastowy efekt: było matowe, jest błyszczące.

Tymczasem wszystko, co realnie zagraża instrumentowi, jest niewidoczne i nie da się tego zetrzeć. Wilgotność powietrza. Temperatura. Odległość od kaloryfera. Rzeczy, których nie widać i które nie dają satysfakcji z wykonanej pracy.

Zwróć uwagę na jeszcze jedno słowo: konserwacja. Niesie założenie, że chodzi o zachowanie stanu obecnego, o zatrzymanie czasu. Przy instrumencie drewnianym to niemożliwe i nawet niepożądane – drewno ma pracować, na tym polega jego rola. Nie próbujemy zatrzymać zmian. Próbujemy nie dopuścić do tych gwałtownych.

Dlatego ten tekst zaczyna się od powietrza, a ściereczka pojawia się dopiero w połowie.


Wilgotność względna, czyli liczba, którą wszyscy podają, a mało kto rozumie

Tu jest sedno całej sprawy i warto poświęcić temu dwie minuty, bo bez tego reszta zaleceń brzmi jak zabobon.

Istnieją dwie różne wielkości i nazywamy je podobnie.

Wilgotność bezwzględna to ilość wody zawarta w powietrzu, mierzona w gramach na metr sześcienny. Rzecz fizyczna, którą można zważyć.

Wilgotność względna to procent nasycenia – ile wody jest w powietrzu w stosunku do tego, ile mogłoby się w nim zmieścić przy danej temperaturze. Właśnie tę wartość pokazuje higrometr i o niej mówią wszystkie zalecenia.

Rzecz, która z tego wynika, jest nieoczywista i zmienia sposób myślenia o zimie:

Ciepłe powietrze mieści więcej wody niż zimne. Gdy więc weźmiesz mroźne powietrze z zewnątrz i ogrzejesz je w mieszkaniu do dwudziestu stopni, ilość wody w nim się nie zmieni – ale jego zdolność do przyjmowania wody wzrośnie kilkukrotnie. Wilgotność względna spadnie, choć nikt nie usunął ani jednej kropli.

To dlatego zimą w mieszkaniach jest tak suche powietrze. Nie dlatego, że coś je wysusza. Dlatego, że je podgrzewamy.

I dlatego kaloryfer jest dla gitary groźniejszy niż otwarte okno w mrozie. Otwarte okno wpuszcza zimne powietrze o niskiej zawartości wody. Kaloryfer podnosi temperaturę i tym samym obniża wilgotność względną w całym pomieszczeniu, a w pół metra od siebie – dramatycznie.

Brzmi zawile, jest proste w skutkach: grzejąc, suszysz.


Ile powinno być? Tu źródła nie są zgodne

Warto o tym powiedzieć wprost, zamiast podawać jedną liczbę z fałszywą pewnością.

Zalecenia, które da się znaleźć u lutników i w materiałach producentów, układają się tak:

ZakresOcenaSkąd
45–55%zakres docelowy, powtarzany najczęściejzgodnie u większości źródeł
40–60%dopuszczalny, bez ryzyka przy krótkim czasieuznawany za konsensus lutniczy
poniżej 40%ryzyko pęknięć i rozejścia spoinzgodnie
poniżej 35% lub powyżej 65%uszkodzenia trwałe przy dłuższym utrzymaniuzgodnie
poniżej 30%typowa wartość w ogrzewanym mieszkaniu zimązgodnie

Rozbieżność między „45–55” i „40–60” nie jest sprzecznością, tylko różnicą między celem a granicą tolerancji. Ciekawsze jest to, na co wszystkie źródła się zgadzają: granica realnego zagrożenia leży w okolicach 35 i 65 procent, a typowe polskie mieszkanie zimą siedzi poniżej tej dolnej.

Innymi słowy: nie musisz utrzymywać idealnych pięćdziesięciu procent. Musisz nie zjechać pod czterdzieści na kilka tygodni.


Objawy przesuszenia, po kolei od najłagodniejszego

Instrument nie pęka bez ostrzeżenia. Wysyła sygnały w dość stałej kolejności i warto je znać, bo pierwsze trzy są całkowicie odwracalne.

ObjawCo widzisz albo czujeszOdwracalne?
Wystające progipalec zaczepia o boki gryfu, wcześniej sunął płynnietak, drewno wróci
Spadek strunstruny leżą niżej, pojawia się brzęczenietak
Zapadnięta płytapowierzchnia przy mostku lekko wklęsła, brzmienie przygaszonetak
Rozejście spoinycienka szczelina na styku boku i spodutak, ale u lutnika
Pęknięcie płyty lub spodulinia biegnąca wzdłuż słojównie, tylko naprawa
Odklejony mostekpodnosi się z jednej strony, struny wysokonie, tylko naprawa

Pierwsze trzy pozycje to instrument, który mówi „daj mi wody”. Trzy ostatnie to instrument, który już tego nie mówi, bo przestał.

Najczęściej mylona jest pozycja pierwsza. Wystające progi to nie wada wykonania, jeśli pojawiły się w lutym, a w listopadzie ich nie było. Metal nie zmienia wymiarów przy tych temperaturach. Drewno podstrunnicy owszem – kurczy się w poprzek włókien, więc progi zostają na swojej długości i nagle wystają z boku.


Zima, kaloryfer i pół metra

W naszym sklepie zdarzył się przypadek, który wyjaśnia to lepiej niż tabela. Przyszła gitara z pękniętym spodem po zimie, od grzejnika pod oknem. Klient był przekonany, że to wada fabryczna.

Nie była. I nikt go nie oszukał – po prostu nikt mu nie powiedział, że instrument nie może stać pół metra od źródła ciepła.

Pół metra. Tyle wystarczy, żeby lokalna wilgotność względna spadła znacznie poniżej tego, co pokazuje higrometr po drugiej stronie pokoju. Powietrze nad kaloryferem jest cieplejsze, a więc – wracając do poprzedniej sekcji – względnie znacznie bardziej suche, choć zawiera tyle samo wody co reszta pomieszczenia.

Gitara stojąca w takim miejscu przez trzy zimowe miesiące nie ma szans. Nie dlatego, że jest tania albo źle zrobiona. Dlatego, że drewno oddaje wodę tam, gdzie powietrze ją przyjmuje, i robi to nierównomiernie – jedna strona szybciej niż druga. Napięcie rośnie, aż coś ustąpi.

Gdzie zatem trzymać instrument? Najprościej: w najmniej ciekawym miejscu w mieszkaniu. Wewnętrzna ściana, dalej niż metr od kaloryfera i od okna, nie na parapecie, nie nad kominkiem, nie w garażu i nie na strychu. Miejsce nudne z punktu widzenia wystroju wnętrz jest zwykle najlepsze z punktu widzenia drewna.

Dlaczego jedna gitara pęka, a druga, stojąca w tym samym pokoju, przechodzi zimę bez śladu – tego nie umiem rozstrzygnąć. Grubość płyty, sposób wysuszenia drewna przed budową, rodzaj lakieru, przypadek. Podejrzewam, że nikt tego nie rozstrzygnie z góry i właśnie dlatego warto nie sprawdzać tego na własnym instrumencie.


Higrometr za dwadzieścia złotych mówi nieprawdę

Skoro wszystko zależy od jednej liczby, trzeba tę liczbę znać. I tu jest kłopot, o którym mało kto uprzedza: tanie higrometry mylą się, i to nie o procent czy dwa.

Odchylenie rzędu dziesięciu punktów procentowych jest przy najtańszych urządzeniach zupełnie normalne. Skoro cała różnica między bezpiecznym a groźnym to kilkanaście punktów, urządzenie z takim błędem jest gorsze niż jego brak – bo daje spokój, na który nie ma podstaw.

Da się to sprawdzić w domu i zajmuje to kilka godzin. Próba solna: wsyp do zakręcanego pojemnika trochę soli, dodaj kilka kropel wody, tak żeby powstała gęsta pasta, a nie roztwór. Włóż higrometr do pojemnika, nie dotykając pasty. Zamknij szczelnie i odstaw na osiem godzin w stałej temperaturze.

Nasycony roztwór soli utrzymuje nad sobą wilgotność względną 75 procent. Jeśli higrometr pokazuje 68, dodawaj do jego wskazań siedem. Jeśli pokazuje 75, gratulacje.

Rzecz praktyczna: kup dwa higrometry różnych producentów i postaw obok siebie. Jeśli pokazują to samo, prawdopodobnie oba mówią prawdę. Jeśli różnią się o dziesięć punktów, wiesz przynajmniej, że masz problem z pomiarem, nie z powietrzem.


Nawilżacz do futerału czy do pokoju

Dwie drogi, obie skuteczne, w różnych sytuacjach.

Nawilżacz do futerałuNawilżacz do pomieszczenia
Zasadazamknięta objętość, wilgotność łatwa do utrzymanianawilża cały pokój
Warunek skutecznościinstrument musi być w futeralepokój nie może być wietrzony co godzinę
Koszt zakupuniskiwyraźnie wyższy
Obsługadolewanie wody raz na tydzień lub dwadolewanie i czyszczenie regularne
Wadagitara jest schowana, więc rzadziej się po nią sięgazużywa prąd, hałasuje, wymaga pilnowania
Dla kogogdy grasz kilka razy w tygodniugdy instrument stoi na widoku i grasz codziennie

Jest tu pułapka, o której warto wiedzieć. Nawilżacz w futerale działa tylko wtedy, gdy futerał jest zamknięty, a instrument schowany to instrument, po który sięga się rzadziej. Widziałem to sformułowane wprost przez lutnika i uważam, że ma rację: gitara w futerale przez całą zimę jest bezpieczna i milczy.

Kompromis, który sprawdza się u wielu osób: nawilżacz pokojowy zimą, gitara na statywie w miejscu spokojnym, futerał tylko na wyjazdy. Wtedy instrument jest pod ręką, a powietrze wokół niego mieści się w normie.

Jeśli sięgasz po nawilżacz do futerału, jedna zasada jest nienaruszalna: nic mokrego nie może dotykać drewna. Urządzenia tego typu mają wkłady, które nasącza się wodą i odciska. Nasączony i nieodciśnięty wkład wprowadzony do pudła rezonansowego zrobi więcej szkody niż sucha zima.


Co zrobić, gdy instrument już jest przesuszony

Powiedzmy, że czytasz to w lutym i właśnie zauważyłeś wystające progi. Nie jest jeszcze źle, ale trzeba działać – i tu obowiązuje zasada, która brzmi wbrew intuicji.

Nawilżaj powoli. Instrument, który schodził do trzydziestu procent przez dwa miesiące, nie powinien wrócić do pięćdziesięciu w ciągu doby. Drewno przyjmuje wodę nierównomiernie: cieńsze części szybciej niż grubsze, wnętrze inaczej niż powierzchnia pokryta lakierem. Gwałtowne nawilżenie wywołuje dokładnie te same naprężenia co gwałtowne wysuszenie, tylko w drugą stronę.

Sensowny przebieg wygląda tak. Włóż gitarę do futerału z nawilżaczem i zamknij. Sprawdzaj higrometrem raz dziennie. Pozwól wilgotności rosnąć o kilka punktów procentowych na dobę, dolewając wody oszczędnie. Dojście do docelowego przedziału może zająć dwa tygodnie i to jest w porządku.

Czego nie robić w żadnym wypadku: nie stawiać naczynia z wodą wewnątrz pudła rezonansowego, nie przecierać drewna mokrą szmatką „żeby nabrało wilgoci”, nie zostawiać instrumentu w łazience po kąpieli. Wszystkie trzy pomysły krążą po forach i wszystkie trzy działają miejscowo, a więc najgorzej z możliwych.

Progi wrócą same, gdy drewno podstrunnicy odzyska wymiary. Struny podniosą się do poprzedniej wysokości. Zapadnięta płyta wypłaszczy się w ciągu kilku tygodni. Jeśli po miesiącu w prawidłowych warunkach coś nie wróciło do normy, wtedy jest to sprawa dla lutnika, a nie dla powietrza.


Lato, piwnica i drugi koniec skali

O suchym powietrzu mówi się dużo, o zbyt wilgotnym prawie nic – a w polskim klimacie oba końce skali są realne, tylko w innych miejscach.

Powyżej sześćdziesięciu pięciu procent, utrzymywanych tygodniami, drewno pęcznieje. Objawy są odwrotne do przesuszenia i równie rozpoznawalne: struny idą w górę, gra staje się cięższa, brzmienie robi się przygaszone i jakby ospałe, a płyta wierzchnia lekko się wybrzusza. Progi przestają wystawać, bo podstrunnica rozszerzyła się z powrotem.

Przy dłuższym utrzymaniu dochodzą rzeczy poważniejsze. Klej stosowany w instrumentach lutniczych – klej glutynowy, ze skór i kości – jest wrażliwy na wilgoć i przy wysokiej wilgotności potrafi zmięknąć. To nie wada, a celowa właściwość: taki klej pozwala rozkleić instrument przy naprawie bez niszczenia drewna. Cena tej zalety jest właśnie taka.

Miejsca, w których to się dzieje, są przewidywalne. Piwnica. Domek letniskowy zamknięty na dziewięć miesięcy. Mieszkanie na parterze w starym budownictwie, przy ścianie zewnętrznej. Pokój, w którym suszy się pranie. Żadne z nich nie wygląda groźnie, a wszystkie potrafią trzymać siedemdziesiąt procent przez cały wrzesień.

Rozwiązanie jest prostsze niż przy suchości: pochłaniacz wilgoci albo osuszacz, i przestawienie instrumentu z dala od ściany zewnętrznej. Osuszacz jest głośny i zużywa prąd, ale w tych warunkach robi robotę, której nie zrobi nic innego.

Jedna rzecz łączy oba końce skali i warto ją zapamiętać: groźna nie jest sama wartość, a czas jej utrzymania. Tydzień przy trzydziestu procentach nie zniszczy instrumentu. Trzy miesiące zniszczą.


Czyszczenie: czego nie robić

Teraz ściereczka – i od razu ostrzeżenie, bo to jedyne miejsce w pielęgnacji, gdzie łatwo trwale zaszkodzić.

Zależy wszystko od tego, czym instrument jest wykończony. Gitary fabryczne mają zwykle lakier poliuretanowy, twardy i odporny. Instrumenty lutnicze bywają wykończone politurą szelakową, i to ona wymaga ostrożności.

Skąd bierze się politura i dlaczego nie znosi alkoholu

Szelak jest żywicą wydzielaną przez owada z rodziny czerwców, zbieraną z gałęzi drzew w Indiach i Tajlandii. Rozpuszcza się go w alkoholu i nakłada dziesiątkami cieniutkich warstw, wcierając tamponem – stąd nazwa politury francuskiej. Metoda ma dwieście lat i nadal nie ma lepszej, jeśli chodzi o to, jak taka warstwa pozwala drewnu drgać.

Skoro szelak rozpuszcza się w alkoholu, to alkohol go rozpuszcza również po wyschnięciu. Zawsze. Preparat do polerowania zawierający alkohol zdejmie z instrumentu nie tylko odcisk palca, ale i fragment wykończenia, nad którym lutnik pracował tygodniami.

Drugim wrogiem jest silikon, obecny w większości popularnych preparatów do gitar. Przenika przez wykończenie i zanieczyszcza drewno pod nim, co przy przyszłej naprawie uniemożliwia miejscowe uzupełnienie lakieru. Szkoda ujawnia się więc dopiero za dziesięć lat, u lutnika, który nie będzie miał dobrych wiadomości.

Uwaga językowa na marginesie: słowo politura znaczy dziś dwie różne rzeczy i to bywa źródłem nieporozumień. Pierwotnie oznaczało samo wykończenie – tę szelakową powłokę. Potocznie mówi się tak także o płynie do polerowania. Zdanie „kupiłem politurę do politury” brzmi jak żart, a bywa opisem realnego zakupu, po którym instrument wygląda gorzej niż przed.

Co robić zamiast

Po każdym graniu: przetrzyj płytę i gryf suchą, miękką szmatką z mikrofibry. To usuwa pot, który jest kwaśny i z czasem matowi wykończenie.

Raz na kilka tygodni: szmatka lekko zwilżona czystą wodą, dobrze wyciśnięta. Przy uporczywych zabrudzeniach dopuszcza się kroplę płynu do naczyń w wodzie.

Nigdy: preparatów z alkoholem, preparatów z silikonem, pasty do meblowego lakieru, chusteczek nawilżanych, płynu do szyb.

Jeśli nie wiesz, czym Twoja gitara jest wykończona – traktuj ją jak politurowaną. Ostrożność nic nie kosztuje, a różnica bywa nieodwracalna.


Rytm obsługi

Nie ma potrzeby robić wszystkiego naraz. Rzeczy dzielą się na te częste i banalne oraz rzadkie i ważne.

CoJak często
Przetarcie suchą szmatkąpo każdym graniu
Sprawdzenie higrometruraz w tygodniu, zimą częściej
Dolanie wody do nawilżaczazależnie od urządzenia, zwykle raz na tydzień lub dwa
Wymiana strungdy przestają trzymać strój albo brzmią głucho – przy codziennym graniu co dwa, trzy miesiące
Czyszczenie podstrunnicyprzy okazji wymiany strun, suchą szmatką
Kontrola wysokości strun linijkądwa razy w roku, po lecie i po zimie
Przegląd u lutnikaraz na kilka lat, albo gdy pojawi się brzęczenie, którego nie było

Kontrola wysokości strun po każdej porze przejściowej ma sens praktyczny. Latem drewno pęcznieje i struny idą w górę, zimą kurczy się i schodzą. Zmiana o pół milimetra jest normalna i sama się cofa. Zmiana o dwa milimetry oznacza, że powietrze robi z instrumentem coś, na co warto zareagować, zanim zrobi więcej.


Czego nie trzeba robić

Kilka rad krąży w obiegu i nie znajduję dla nich uzasadnienia. Podaję je łagodnie, bo powtarzają je ludzie w dobrej wierze.

Olejenie podstrunnicy co miesiąc. Podstrunnica z hebanu albo palisandru nie potrzebuje oleju regularnie. Nadmiar oleju zmiękcza drewno i potrafi rozluźnić progi. Raz na rok, przy wymianie strun, jeśli drewno wygląda wyraźnie na przesuszone – wystarczy.

Luzowanie strun na czas przechowywania. Instrument jest zaprojektowany pod napięciem strun i tak został ustawiony. Poluzowane struny zmieniają układ naprężeń, a przy dłuższym przechowywaniu bywa to gorsze niż utrzymanie stanu normalnego. Wyjątek: transport lotniczy, gdzie zmiany ciśnienia i temperatury są gwałtowne – wtedy obniżenie o pół tonu ma sens.

Trzymanie gitary w pokrowcu w mieszkaniu, dla ochrony od kurzu. Pokrowiec bez wypełnienia nie stabilizuje wilgotności, a utrudnia sięgnięcie po instrument. Kurz zetrzesz w dziesięć sekund.

Wietrzenie instrumentu na słońcu. Bezpośrednie słońce podnosi temperaturę wykończenia i wysusza drewno miejscowo. Nie ma z tego żadnej korzyści.


Najczęstsze pytania

Czy pęknięcie oznacza koniec gitary?

Nie. Pęknięcie wzdłuż słojów w płycie albo w spodzie to standardowa naprawa lutnicza – szczelinę się czyści, wkleja listwę wzmacniającą od wewnątrz i uzupełnia wykończenie. Instrument zwykle wraca do pełnej sprawności. Gorsze są pęknięcia poprzeczne oraz uszkodzenia gryfu.

Czy do gitary wystarczy nawilżacz, który mam dla dziecka?

Zwykle tak, jeśli utrzymuje wilgotność w pokoju, w którym stoi instrument. Sprawdź tylko higrometrem, co rzeczywiście osiąga – nawilżacze bywają optymistyczne we własnych wskazaniach.

Czy zbyt wysoka wilgotność też szkodzi?

Tak, choć rzadziej w polskich mieszkaniach. Powyżej 65 procent utrzymywanych dłużej drewno pęcznieje, struny idą w górę, brzmienie robi się ospałe, a przy dłuższym czasie rozklejają się spoiny. Piwnice i domki letniskowe bywają tu problemem większym niż zima.

Jak przewieźć gitarę zimą?

W futerale, i po wejściu do ciepłego pomieszczenia nie otwierać go od razu. Daj instrumentowi godzinę na wyrównanie temperatury. Gwałtowna zmiana jest gorsza niż sama temperatura, a na zimnym wykończeniu skrapla się woda.

Czy trzeba wyjmować gitarę z futerału, żeby „odpoczęła”?

Nie. Drewno nie potrzebuje przewietrzenia. Potrzebuje stabilnych warunków, a futerał z nawilżaczem daje je lepiej niż otwarty pokój.

Co zrobić najpierw, jeśli nie mam żadnego z tych urządzeń?

Odsuń instrument od kaloryfera i od okna. To jedna czynność, bezpłatna, i usuwa największe pojedyncze zagrożenie. Higrometr kup przy najbliższej okazji, nawilżacz przed listopadem.


Na koniec

Cała pielęgnacja gitary klasycznej sprowadza się do jednego zdania, które brzmi zbyt prosto, żeby wyglądać na poradę: pilnuj powietrza, a resztę rób rzadko i ostrożnie.

Ściereczka daje satysfakcję. Higrometr ratuje instrument. Trudno się z tym pogodzić i widać to po tym, ile miejsca w internecie zajmują preparaty do polerowania, a ile – jedna liczba w procentach.

Instrument, który przetrwał u Ciebie dziesięć zim, nie zawdzięcza tego temu, że był drogi.


Zobacz też: gitary klasyczne w naszym sklepie · marki, które polecamy · najczęstsze pytania o gitary klasyczne

Źródła zewnętrzne: Classical Guitar Corner — wilgotność i gitara klasyczna · Acoustic Remedy — wpływ wilgotności i temperatury na instrumenty · Taylor Guitars — objawy przesuszonej gitary · Guitar Salon International — pielęgnacja instrumentu · David Duyos, lutnik — pielęgnacja gitary z politurą szelakową

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *