Stoisz przed dwoma instrumentami, które z odległości metra wyglądają jak bliźniaki. Ten sam kształt, ta sama liczba strun, ten sam kolor drewna. Różnią się ceną, i to nie o kilkanaście procent, a o kilkaset złotych. Sprzedawca mówi, że droższa „lepiej brzmi”, i milknie, jakby to wyjaśniało wszystko.
Nie wyjaśnia niczego. Bo przy pierwszej gitarze brzmienie jest problemem trzecim, nie pierwszym – i o tym jest ten tekst.
Czy warto kupić najtańszą gitarę — krótka odpowiedź
Zależy od jednej rzeczy: czy ktoś ją ustawił. Najtańszy instrument fabrycznie ustawiony i sprawdzony bywa lepszym wyborem niż średniej klasy gitara wyjęta z kartonu i wysłana bez kontroli. To nie cena decyduje, czy da się na niej wygodnie grać, a wysokość strun i wykończenie progów.
Cena a koszt, czyli dwa słowa, które mieszamy
Mówimy o gitarze „tania” i „droga”, jakby to były cechy instrumentu. To są cechy transakcji.
Cena jest tym, co zapłacisz w sklepie. Liczba na metce, jednorazowa, znana z góry.
Koszt jest sumą wszystkiego, co ten instrument z Ciebie wyciągnie, dopóki będziesz go miał. Cena, owszem. Ale też wizyta u lutnika, jeśli struny stoją za wysoko. Nowy komplet strun, bo fabryczne bywają twarde i głuche. Godziny ćwiczenia, które nie doszły do skutku, bo bolała ręka. I – to najdroższa pozycja – druga gitara, kupiona pół roku później, gdy pierwsza okazała się przeszkodą.
Cena bywa niska przy wysokim koszcie. To jest cała trudność tego tematu, a rozmowa w sklepie prawie nigdy nie dotyka drugiego z tych słów.
W naszym sklepie zdarzył się klient, który wrócił po najtańszą gitarę po pół roku i dopłacił do lepszej, mówiąc, że pierwsza go zniechęciła. Jego cena wyniosła dwa razy tyle, ile planował. Jego koszt – pół roku, w którym prawie nie grał.
Nie wiem, ilu ludzi w tej samej sytuacji nie wraca wcale. Podejrzewam, że więcej niż tych, którzy wracają, i że zostają z przekonaniem, że nie mają słuchu ani cierpliwości.
Co dokładnie ustępuje, gdy cena spada
Przy niskiej cenie coś musi ustąpić – to arytmetyka, nie zarzut wobec producenta. Rzecz w tym, że ustępuje po kolei, w dość przewidywalnej kolejności, i nie wszystko boli tak samo.
| Co ustępuje | Jak bardzo przeszkadza początkującemu |
|---|---|
| Wykończenie krawędzi progów | Bardzo. Ostre końcówki kaleczą palce przy każdym przesunięciu ręki |
| Wysokość strun nad progami | Bardzo. Główna przyczyna zdania „ta gitara jest za twarda” |
| Mechanika, czyli kołki do strojenia | Bardzo. Instrument, który schodzi ze stroju, uczy fałszu jako normy |
| Jakość progów i ich osadzenie | Średnio. Objawia się brzęczeniem na wybranych dźwiękach |
| Lita płyta wierzchnia zamiast laminatu | Mało w pierwszym roku. Dużo w trzecim |
| Gatunek drewna na boki i tył | Mało |
| Wykończenie lakieru i estetyka | Nic. Zupełnie bez znaczenia dla nauki |
Ta tabela jest ważniejsza, niż wygląda, bo pokazuje coś, o czym reklamy milczą: trzy pierwsze pozycje to nie materiał, a robota. Nie kupujesz gorszego drewna. Kupujesz drewno, którego nikt nie dokończył.
I dobra wiadomość ukryta w tej samej obserwacji: robotę da się dokończyć później. Drewna nie da się wymienić.
Trzy wady, które psują naukę
Ostre krawędzie progów. Prowadzisz palcem po boku gryfu i czujesz drobne zaczepienia. To końcówki progów, wystające poza podstrunnicę, bo drewno po wyschnięciu skurczyło się bardziej niż metal. Kaleczą przy każdym przejściu na wyższą pozycję. Osoba początkująca nie wie, że tak nie powinno być, i uczy się unikać ruchu, który boli.
Za wysokie struny. Dociśnięcie wymaga siły, więc uczysz się naciskać mocniej, niż potrzeba. Potem, już na dobrym instrumencie, nadal naciskasz mocniej – i pierwszy rok upływa Ci na walce z ręką, która się męczy bez powodu.
Kołki, które nie trzymają. Instrument schodzi ze stroju po dwudziestu minutach. Dla osoby, która dopiero buduje wyobrażenie o czystym dźwięku, jest to szkoda trudna do odrobienia. Ucho przyjmuje za normę to, co słyszy najczęściej.
I trzy, które nie mają znaczenia
Laminat na bokach i tyle. W pierwszym roku nie usłyszysz tej różnicy, a jeśli usłyszysz, nie będziesz umiał powiedzieć, czym się różni od zmiany strun.
Nieoznaczone drewno na gryf. Producenci piszą „mahoń” albo nic. Dla wygody grania liczy się profil gryfu i jego wykończenie, nie gatunek.
Wygląd rozety, kolor lakieru, kształt główki. Rozeta jest jedynym miejscem w gitarze, gdzie rzemieślnik może sobie pozwolić na próżność. Przy tanim instrumencie jest naklejką i nie zmienia to niczego poza tym, jak wygląda na zdjęciu.
Lity top: co obiecuje, a czego nie da się dowieść
Tu wchodzimy na grunt, na którym warto być ostrożnym, bo powtarza się rzeczy niesprawdzone.
Lita płyta wierzchnia to jedna warstwa drewna, zwykle świerku albo cedru. Laminat to kilka cieńszych warstw sklejonych ze sobą. Różnica nie jest oszustwem – producenci podają ją w danych technicznych, a instrument z litą płytą kosztuje więcej, bo materiał jest droższy i trudniejszy w obróbce.
Co do brzmienia źródła są zgodne: lita płyta rezonuje pełniej, daje dłuższe wybrzmiewanie i wyraźniejszą górę. Laminat brzmi bardziej płasko, z uboższym basem.
I tu zaczyna się część, w której trzeba przestać cytować sprzedawców.
Powszechnie mówi się, że lity instrument „otwiera się” z czasem – że po roku, dwóch, pięciu latach grania brzmi lepiej niż na początku. Ta opinia ma sensowne uzasadnienie: drewno traci wilgoć i substancje żywiczne, staje się lżejsze i sztywniejsze, a więc szybciej reaguje na uderzenie.
Zarazem trudno znaleźć na to twarde dowody. Publikacje przyznają, że nie ma opublikowanych badań, które by to jednoznacznie potwierdzały, a relacje graczy są z natury nieporównywalne – pamięć brzmienia sprzed pięciu lat jest jednym z najbardziej zawodnych narzędzi, jakie mamy. Jednocześnie inne źródła podają, że mierzalna zmiana gęstości drewna z wiekiem sięga kilku procent i musi mieć jakieś słyszalne następstwa.
Nie umiem tego rozstrzygnąć i nie będę udawał, że umiem. Mnie się wydaje, że najuczciwsza wersja brzmi tak: lita płyta daje instrument, który dziś brzmi lepiej niż laminat, a jego przyszłość jest kwestią wiary, nie danych. Kupuj litą płytę za to, co słyszysz teraz. Nie za obietnicę na dekadę.
Dla pierwszego instrumentu wniosek jest praktyczny. Jeśli wybór stoi między laminatem dobrze ustawionym i litą płytą bez regulacji, weź pierwszy. Za rok, gdy nauczysz się słyszeć różnice, będzie czas na drugi.
Jak rozpoznać jedno od drugiego, stojąc w sklepie
Nie musisz wierzyć opisowi. Da się to sprawdzić w kilka sekund i nikt Ci tego nie zabroni.
Zajrzyj na krawędź otworu rezonansowego, czyli na przekrój płyty w miejscu, gdzie została wycięta. Przy licie zobaczysz słoje przechodzące przez całą grubość drewna – ciągłe, biegnące w jednym kierunku, czasem lekko skośne. Przy laminacie zobaczysz warstwy: cienki fornir na wierzchu, pod nim ciemniejszą albo inaczej ułożoną wkładkę, czasem wyraźną kreskę kleju.
Jeśli krawędź jest zaklejona ozdobnym paskiem, obejrzyj instrument od wewnątrz, przez otwór, przy dobrym świetle. Wnętrze taniej gitary rzadko bywa lakierowane, więc struktura drewna jest widoczna.
Jest jeszcze próba, której nie polecam, ale warto o niej wiedzieć, bo wielu ją stosuje: opukiwanie płyty knykciem i słuchanie, czy odpowiada „dźwięczniej”. Robi się to od strony pudła, w kilku miejscach. Problem w tym, że różnica jest subtelna, zależy od grubości płyty i od wachlarza pod nią, a przy dwóch nieznanych instrumentach nie ma z czym porównywać. Zaufaj oczom, nie knykciowi.
Struny, czyli najtańsza poprawa, jaką możesz zrobić
Struna kosztuje kilkadziesiąt złotych za komplet i zmienia w instrumencie więcej niż niejedna droższa decyzja. Trudno się z tym pogodzić i widać to po tym, jak niechętnie ludzie o tym rozmawiają.
Przy najtańszych gitarach sprawa jest prostsza, niż się wydaje: fabryczny komplet niemal zawsze jest do wymiany. Nie dlatego, że producent oszczędza ze złej woli. Dlatego, że struny nylonowe starzeją się w magazynie – tracą elastyczność, matowieją w brzmieniu, przestają trzymać strój. Instrument, który przeleżał w kartonie osiemnaście miesięcy, ma struny osiemnastomiesięczne, niezależnie od tego, jak jest nowy.
Napięcie, czyli parametr ważniejszy od marki
Producenci strun klasycznych dzielą komplety na trzy grupy napięcia: niskie, normalne i wysokie. Nazwy bywają różne w różnych językach, ale podział jest ten sam i podany na opakowaniu.
Dla początkującego i dla taniego instrumentu właściwe jest napięcie niskie albo normalne, i to z dwóch powodów naraz.
Pierwszy dotyczy ręki. Struna o niższym napięciu wymaga mniej siły do dociśnięcia, a przy wysoko ustawionych strunach – co przy tanich gitarach jest regułą – ta różnica bywa odczuwalna od pierwszego akordu.
Drugi dotyczy instrumentu. Płyta wierzchnia taniej gitary jest zwykle grubsza i pracuje pod mniejszym naprężeniem niż w modelach droższych, a mostek bywa klejony oszczędnie. Komplet o wysokim napięciu obciąża tę konstrukcję bardziej, niż została policzona.
Co to zmienia w praktyce
Nowy komplet dobrej klasy daje zwykle trzy rzeczy: dłuższe wybrzmiewanie, czystszą górę i strój, który utrzymuje się dłużej niż jedno posiedzenie. Nie zamieni laminatu w litą płytę – nie o to chodzi. Sprawi natomiast, że instrument przestanie brzmieć głucho, a to jest różnica, którą słyszy każdy, także początkujący.
Nowe struny nylonowe rozciągają się przez pierwsze dni i w tym czasie trzeba je dostrajać kilka razy dziennie. To normalne i przechodzi po tygodniu. Osoba, która o tym nie wie, zwykle uznaje, że dostała wadliwy komplet.
Jedna uwaga na koniec tej sekcji: wymiana strun w gitarze klasycznej wymaga zawiązania ich na mostku, a nie zaczepienia kołkiem jak w akustycznej. Wiązanie nie jest trudne, ale zrobione byle jak rozwiązuje się w najmniej odpowiednim momencie. Jeśli robisz to pierwszy raz, warto poprosić kogoś o pokazanie albo zlecić to przy okazji regulacji.
Dlaczego „fabryczna” stała się zarzutem
Warto zauważyć, co zrobiliśmy z tym słowem.
Do połowy dwudziestego wieku „wyrób fabryczny” był komplementem. Znaczyło: powtarzalny, sprawdzony, wykonany w kontrolowanych warunkach, a nie zszyty na kolanie. Fabryka była rękojmią jakości, bo alternatywą był przypadek.
Dziś „gitara fabryczna” brzmi jak wyrok, a „lutnicza” jak nagroda. Słowo zmieniło znak, choć oznacza dokładnie to samo co dawniej.
To nie jest sprawa czysto językowa, bo prowadzi do dwóch praktycznych pomyłek. Pierwsza: przekonanie, że wszystko, co fabryczne, jest gorsze. Tymczasem hiszpańskie wytwórnie z Walencji i Alcoy zatrudniają po kilkudziesięciu rzemieślników i wykonują ręcznie te same operacje, które robi lutnik – tylko w podziale pracy. Instrument z takiej wytwórni jest fabryczny i lutniczy jednocześnie, a określenie zależy od tego, kto pisze opis.
Druga pomyłka jest odwrotna i kosztowniejsza: przekonanie, że skoro coś jest „lutnicze”, to musi być dobre. Jeden człowiek robiący instrument nie ma nad sobą kontroli jakości. Bywa to zaletą, gdy tym człowiekiem jest ktoś z trzydziestoletnią praktyką. Bywa wadą, gdy nie jest.
Przy najtańszej gitarze rozróżnienie i tak nie ma zastosowania. Instrumenty w najniższej półce cenowej pochodzą z produkcji masowej, w której człowiek dotyka konkretnego egzemplarza przez kilka minut. To nie jest powód, żeby ich unikać. To powód, żeby sprawdzić, czy ktoś dotknął tego jednego, który jedzie do Ciebie.
Kiedy najtańsza gitara jest dobrą decyzją
Nie powiem Ci, że to zły wybór, bo nie byłoby to uczciwe. Powiem raczej tak: obroni się w czterech sytuacjach.
Gdy nie wiesz, czy będziesz grać, i wolisz to sprawdzić. To rozsądne, choć zwróć uwagę na to, co robi z tym język. Mówimy „na start” albo „żeby sprawdzić, czy się spodoba” i już w samym sformułowaniu zakładamy, że próba może się nie udać. To założenie potrafi się spełnić samo – zwłaszcza gdy instrument je wspiera.
Gdy kupujesz drugi instrument, do konkretnego celu. Gitara do wyjazdów, na działkę, do samochodu. Ma być wygodna i niedroga, bo ryzyko zniszczenia jest realne. Tu najtańsza jest po prostu właściwa.
Gdy grasz raz w tygodniu, dla przyjemności, i tak ma zostać. Ograniczenia tanich instrumentów ujawniają się przy codziennym graniu. Przy sporadycznym mogą nigdy nie wyjść na wierzch.
Gdy sprzedawca ustawia instrument przed wysyłką. To zdejmuje z najtańszej gitary jej najpoważniejszą wadę. Reszta – laminat, prostsza mechanika, oszczędniejsze wykończenie – jest do zniesienia.
I kiedy nie jest
Gdy zamierzasz ćwiczyć codziennie. Po kilku miesiącach zaczniesz czuć ograniczenia instrumentu i nie będzie to wina Twoich palców.
Gdy instrument jest dla dziecka, które chodzi do szkoły muzycznej. Tam gra się dużo, pod okiem nauczyciela, i każda wada ustawienia mnoży się przez liczbę godzin.
Gdy nie masz możliwości oddać go do regulacji. Bo wtedy zostajesz z instrumentem takim, jaki przyszedł, na dobre i na złe.
Gdy różnica w cenie do modelu wyżej jest mniejsza niż cena regulacji. To zdarza się częściej, niż można przypuszczać, i wtedy oszczędność jest pozorna.
Ile trzeba wydać? Nie podam kwoty, podam kryterium
Kwota starzeje się szybciej niż tekst, a poza tym zależy od rozmiaru instrumentu i od tego, co jest w cenie. Zamiast liczby proponuję trzy pytania, które warto zadać, zanim zapłacisz.
Czy instrument jest ustawiany przed wysyłką, i co to obejmuje? Jeśli odpowiedź brzmi „sprawdzamy każdy egzemplarz”, dopytaj, co się dzieje przy sprawdzaniu. Sprawdzenie jest oględzinami. Ustawienie jest pracą – obniżeniem siodełka, podcięciem mostka, kontrolą stroju. To nie synonimy, choć w opisach sklepowych bywają używane jak synonimy.
Ile kosztuje regulacja u lutnika w Twoim mieście? Dodaj tę kwotę do ceny najtańszego modelu. Jeśli suma zbliża się do ceny modelu o klasę wyżej, sprawa jest rozstrzygnięta.
Czy sklep przyjmie zwrot, jeśli instrument okaże się niewygodny? Przy zakupie na odległość masz na to prawo ustawowo, ale warto wiedzieć, jak sklep to obsługuje w praktyce, bo różnica między „przyjmiemy” i „przyjmiemy bez pytań” jest odczuwalna.
Trzy pytania. Odpowiedzi na nie powiedzą Ci o instrumencie więcej niż opis produktu i wszystkie opinie razem.
Dwie drogi z tym samym budżetem
Załóżmy, że masz do wydania określoną sumę i musisz zdecydować, jak ją rozłożyć. To realny dylemat i wygląda tak:
| Droga pierwsza | Droga druga | |
|---|---|---|
| Instrument | najtańszy dostępny | o klasę wyżej, bez dodatków |
| Regulacja | za resztę budżetu, u lutnika | w cenie albo niepotrzebna |
| Struny | wymienione od razu | fabryczne, do wymiany za rok |
| Co dostajesz | wygodę gry, przeciętne brzmienie | wygodę gry i lepsze brzmienie |
| Co tracisz | zapas na akcesoria | pokrowiec, stroik, podnóżek |
Obie drogi bywają słuszne, ale w różnych sytuacjach. Pierwsza ma sens, gdy nie jesteś pewny, czy zostaniesz przy graniu, a jednocześnie nie chcesz sobie tego obrzydzić niewygodnym instrumentem. Druga ma sens, gdy wiesz, że będziesz grać, i wolisz wydać raz.
Czego natomiast unikałbym w obu przypadkach: kupowania najtańszego instrumentu i rezygnacji z regulacji, żeby zostało na pokrowiec. Pokrowiec chroni gitarę przed kurzem. Regulacja chroni Twoją rękę i zapał, a te są trudniejsze do odzyskania.
Pierwsze dwa tygodnie, czyli okno na reklamację
Kupiłeś. Instrument przyjechał. To jest moment, w którym warto być uważnym, bo prawo do zwrotu przy zakupie na odległość ma termin, a wady ustawienia najłatwiej zauważyć na świeżo.
W pierwszej godzinie obejrzyj płytę wierzchnią pod światło, pod kątem. Szukasz nie rys, a pęknięć – cienkich linii biegnących wzdłuż słojów, zwykle przy mostku albo przy krawędzi. Rysa jest kosmetyczna. Pęknięcie nie.
Sprawdź, czy mostek przylega na całej długości. Podsuń pod jego krawędź kartkę papieru. Nie powinna wchodzić.
W pierwszym tygodniu nastrój instrument i zagraj wszystkie dźwięki po kolei, na każdej strunie, od pierwszego do dwunastego progu. Nie musisz umieć grać – wystarczy docisnąć i szarpnąć. Szukasz brzęczenia, czyli dźwięku, w którym słychać metaliczny warkot. Zapisz, gdzie się pojawia. Jeśli tylko na jednej strunie i jednym progu, prawdopodobnie chodzi o wystający prog i to naprawa dziesięciominutowa.
Pod koniec drugiego tygodnia wróć do własnej ręki. Boli? Nowe struny i nieprzyzwyczajone palce bolą trochę zawsze i to przechodzi. Ale ból w nadgarstku albo w przedramieniu nie jest normalny na tym etapie i najczęściej oznacza, że struny stoją za wysoko.
Rzecz, o której warto wiedzieć: niewygoda instrumentu nie jest wadą w rozumieniu przepisów. Zbyt wysokie struny to sprawa regulacji, nie usterki, i sklep nie musi tego uznać za podstawę reklamacji. Może natomiast przyjąć zwrot, jeśli jesteś w terminie ustawowym. Dlatego te dwa tygodnie mają znaczenie – później zostaje już tylko rozmowa z lutnikiem.
Najczęstsze pytania
Czy tanią gitarę da się poprawić?
Zwykle tak, i to znacznie. Obniżenie strun, wygładzenie krawędzi progów i wymiana strun na lepsze zmieniają instrument bardziej, niż spodziewa się większość ludzi. Nie zmienią brzmienia laminatu w brzmienie litej płyty, ale to nie jest to, co przeszkadza w nauce.
Czy warto kupić najtańszą gitarę używaną?
Często warto bardziej niż nową w tej samej cenie, bo za te same pieniądze dostajesz instrument z wyższej półki. Dwa warunki: żadnych pęknięć w płycie wierzchniej i mostek trzymający się pewnie. Reszta to kwestie kosmetyczne, a rysy nie mają wpływu na dźwięk.
Czym różni się gitara za 400 zł od gitary za 1200 zł?
Przede wszystkim ilością ludzkiej pracy przy wykończeniu i jakością ustawienia. Dopiero w drugiej kolejności materiałem. Dlatego różnica jest wyraźniejsza w tym, jak się gra, niż w tym, jak brzmi.
Czy zestaw z pokrowcem i stroikiem to dobra oferta?
Bywa, ale sprawdź, czym są te dodatki. Pokrowiec bez wypełnienia nie chroni przed niczym poza kurzem, a stroik za dwadzieścia złotych działa nieprecyzyjnie. Jeśli zestaw kosztuje tyle, co sama gitara u innego sprzedawcy, dodatki są wliczone w cenę, nie darmowe.
Czy fabryczne struny są dobre?
Rzadko. Instrumenty w najniższej półce mają zwykle struny najtańsze z możliwych, często przesuszone od leżenia w magazynie. Wymiana na komplet od uznanego producenta kosztuje niewiele i jest to najtańsza zauważalna poprawa, jaką można zrobić.
Co jeśli kupię najtańszą i po roku będę chciał lepszą?
To normalny przebieg i nie ma w nim nic złego. Pierwsza gitara nauczy Cię, czego szukasz w drugiej – a to wiedza, której nie da się nabyć z czytania. Warunek jest jeden: pierwsza musi pozwolić Ci dotrwać do tego roku.
Na koniec
Najtańsza gitara nie jest ani pułapką, ani rozsądną oszczędnością. Jest instrumentem, o którym trzeba wiedzieć dwie rzeczy więcej niż o droższym: czy ktoś ją ustawił i ile będzie kosztowało doprowadzenie jej do porządku, jeśli nie.
Zapytaj o to, zanim porównasz ceny. Cena jest jedna i widoczna. Koszt bywa rozłożony na pół roku i nikt go nie wypisuje na metce.
Instrument, który przestajesz zauważać, kiedy grasz, jest lepszy od tego, który robi wrażenie w sklepie.
Zobacz też: gitary klasyczne w naszym sklepie · marki, które polecamy · najczęstsze pytania o gitary klasyczne
Źródła zewnętrzne: Nylon Plucks — lite drewno czy laminat w gitarze klasycznej · Taylor Guitars — lite, warstwowe i laminowane drewno · Premier Guitar — wpływ czasu i drgań na brzmienie · Vintage Guitar World — zmiana gęstości drewna z wiekiem
